Witajcie!

Zapraszam do odkrycia moich pasji. Nie jest to mój pierwszy blog, mam nadzieję, że ten wytrzyma próbę czasu, zgodnie z maksymą: Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, to co napisane, pozostaje). Nie próbuję zbudować sobie horacjańskiego pomnika ze spiżu, chcę natomiast żyć zgodnie ze sobą i wartościami, którymi się kieruję. Taki też będzie mój blog.

poniedziałek, 15 października 2012

Jeszcze o Smoleńsku

Zapewne większość czuje się już przesycona informacjami na ten temat. Niektórych pewnie też swego czasu drażnił sam widok Antoniego Macierewicza. Koronny argument tychże to wykorzystywanie tragedii do celów politycznych. Cóż to ma w ogóle znaczyć? Czyżby - "zostawcie umarłych umarłym"? Bo chyba nie - "pozwólcie rodzinom ofiar dobrze przeżyć czas żałoby"? Dwa lata temu okazało się, że najlepiej, gdyby żałoby w ogóle nie było. Zresztą państwo i tak zdało egzamin, więc po co poruszać jeszcze ten temat.

Otóż nie. Non omnis moriar. Powtórny pogrzeb Anny Walentynowicz uzmysłowił nam, że zmarli jednak nie dają o sobie łatwo zapomnieć. Cóż za perfidia z ich strony - czyżby też byli za PiS? Co więcej, kolejne ekshumacje nie są wcale wykluczone. Być może więcej osób spoczywa nie tam, gdzie powinna. Nikt nie chce się przyznać do winy - Prokurator Generalny Andrzej Seremet sugerował nawet, że to rodziny błędnie zidentyfikowały ciała swoich bliskich. Typowe. Również Marszałek Sejmu RP Ewa Kopacz nie ma sobie nic do zarzucenia. Oczywiście. Czy państwo, które odmawia wzięcia odpowiedzialności za błędy, nieścisłości, kłamstwa, pośpiech i zbytnią ufność Rosjanom (tak tłumaczyła się właśnie Ewa Kopacz) jest państwem, które zdało egzamin? Jak się okazało, nawet sprowadzenie ciał i pochowanie ofiar sprawiło problemy...

Tymczasem gdzieś w Polsce... Spuszczony ze smyczy naczelny (w zasadzie polemizowałabym, czy należący do naczelnych) i ujadający piesek Platformy Stefan N. zasugerował, że rodziny powinny zapłacić za ponowne pochówki swoich krewnych. W końcu to bez znaczenia, gdzie leżą, prawda? Z kolei główny noblista Lech W. posunął się do stwierdzenia, że przecież wszyscy mogliby spocząć w jednej wspólnej mogile. O ileż mniej byłoby wtedy problemów. W końcu modlić się można w domu. I zapalić wirtualny znicz. A, przepraszam, przecież w obecnych czasach modlitwa jest już passé! Zresztą zgodnie z promowanymi ostatnio hasłami pewnej partii Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę. Czy jakoś tak. Dokładnie nie wiem, bo na szczęście nie widziałam jeszcze tych billboardów.

A podobno prawa do pochówku nie sposób odmówić. Podobno ofiary, które zginęły w obozach koncentracyjnych mają swoje miejsca pamięci. Podobno groby naszych bliskich odwiedzamy, by ich wspomnieć - nie tylko od święta. Podobno to niemieccy naziści i komuniści grzebali wszystkich zbiorczo, jak leciało. Podobno ludzie ludziom zgotowali ten los (cyt. Z. Nałkowska).

A dziś jaki my im gotujemy los? Umarłym. Ale i żywym, którzy o nich pamiętają i chcą wyjaśnić to, co wydarzyło się ponad dwa lata temu.

5 komentarzy:

  1. "Spuszczony ze smyczy naczelny (w zasadzie polemizowałabym, czy należący do naczelnych)"

    xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, właśnie, jakby tu go zaklasyfikować :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak w zasadzie to ja też mam dość! Ileż można poruszać ten sam temat?
    Państwo nie zdało egzaminu..to prawda. Należy jednak pogodzić się z tym, że nigdy nie dowiemy się prawdy na temat tej tragedii, gwoli ścisłości przychylam się do teorii spiskowych :):P Pewne jest, że sprawa śmierdzi i jest dużo nieścisłości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak naprawdę chodzi mi o to, że trzeba o tym mówić - a to, że odczuwa się przesyt, to dlatego, że pewne media nam to wmawiają. Że po co już się tym zajmować, skoro minęło tyle czasu. Ale nie można tego zostawić, mimo iż faktycznie jak na razie szanse wyjaśnienia są mizerne. To właśnie pamięć o ludziach, którzy tam zginęli powinna kazać nam dążyć do prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  5. No z jednej strony masz rację. Jednak jak pomyśle ile błędów popełniono... Absurd goni absurd w naszym kraju i powiem szczerze, że czuję się tym zmęczona.
    Szczerze mówiąc szanse na odkrycie prawy określiłabym jako zerowe...

    OdpowiedzUsuń