Witajcie!

Zapraszam do odkrycia moich pasji. Nie jest to mój pierwszy blog, mam nadzieję, że ten wytrzyma próbę czasu, zgodnie z maksymą: Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, to co napisane, pozostaje). Nie próbuję zbudować sobie horacjańskiego pomnika ze spiżu, chcę natomiast żyć zgodnie ze sobą i wartościami, którymi się kieruję. Taki też będzie mój blog.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 września 2012

"Dwoje do poprawki" reż. David Frankel

Podobno to film raczej dla małżeństw z dłuższym stażem. Ponieważ ani ze mnie małżonka, ani tym bardziej z długim stażem, postanowiłam zobaczyć ten film. Lepiej wiedzieć, jak zapobiegać kryzysom lub choćby wiedzieć, co robić, jeśli takowe się zdarzą. A one się zdarzają. Miłość nie oznacza zawsze szczęścia.

Jednak wydawałoby się, iż ta para - Kay (w tej roli Meryl Streep) i Arnold (Tommy Lee Jones) - zabrnęła już za daleko. Że stali się zbyt obojętni. Miłość zastąpiła rutyna codziennych czynności. Czułość zanikła, rozpłynęła się gdzieś pomiędzy czytaną przez Arnolda poranną gazetą a wieczornym programem o golfie. Niby mieszkają razem, ale tak naprawdę żyją obok siebie. Czy zostało im jeszcze coś wspólnego oprócz domu, w którym mieszkają? W końcu mają nawet osobne pokoje, a ostatnio kochali się...

Szorstki, nieczuły, niczego nierozumiejący On. I Ona - cierpiąca i próbująca od początku posklejać na nowo ich związek. Niebywały kontrast - gra aktorska Meryl Streep i Tommy'ego Lee Jonesa jeszcze to podkreśla. W tym miejscu nasuwa się konstatacja, że często to kobiety właśnie widzą więcej, wiedzą, że coś jest nie tak - w końcu my poruszamy się lepiej po świecie uczuć. A ich brak w stosunku do nas odczuwamy boleśnie. Mężczyźni z kolei duszą wszystko w sobie - Arnold się przyzwyczaił, było mu tak wygodnie. Zresztą jak się okazuje w dalszej części, on również ma wiele pretensji do swojej żony. Wszystko rozwiązałaby - dużo wcześniej - dobra komunikacja miedzy małżonkami. Niestety, oni już ze sobą nie rozmawiają. Nie potrafią. Małżeństwo z ponad 30 letnim stażem wydaje się być na skraju rozpadu.

Przechodzą terapię - można by ją nazwać szokowo - wstrząsową. Nie chodzi tylko o seks. Nie. Bo nie zacznie im to nagle wychodzić samo z siebie. Potrzebują odbudowania więzi, bliskości. Czasami sceny te wywołują nasze rozbawienie (jak choćby ta, w której Kay uczy się seksu oralnego), czasami zaś nie można opanować wzruszenia, może nawet łez - gdy bohaterowie próbują wyrażać swoje uczucia. Nawet te najbardziej negatywne, jak złość, gniew, irytację.

Polecam ten film wszystkim - nie, nie tylko starszym małżeństwom. Dlatego, że warto wiedzieć jak być ze sobą również w tych gorszych dniach. Jak wychodzić z kryzysów. Jak walczyć o małżeństwo - bo nie jest to tylko papierek, jak niektórym się wydaje. Myślę, że skojarzenie z Fireproof nie będzie błędem, choć tam przemiana męża wynika przede wszystkim z odbudowania przez niego relacji z Bogiem.