Witajcie!

Zapraszam do odkrycia moich pasji. Nie jest to mój pierwszy blog, mam nadzieję, że ten wytrzyma próbę czasu, zgodnie z maksymą: Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, to co napisane, pozostaje). Nie próbuję zbudować sobie horacjańskiego pomnika ze spiżu, chcę natomiast żyć zgodnie ze sobą i wartościami, którymi się kieruję. Taki też będzie mój blog.

wtorek, 20 listopada 2012

Istota skargi pauliańskiej


Wyobraźcie sobie, iż pożyczacie komuś pewną ilość pieniędzy. Nie boicie się, że może wam nie oddać, ponieważ jest to osoba, do której macie zaufanie. Do tej pory was nigdy nie zawiodła. Właśnie - do tej pory. Bo otóż kiedy pewnego pięknego dnia wzywacie ją do zwrotu pożyczki, oznajmia wam, że niestety nie ma z czego zwrócić. Po jakimś czasie dowiadujecie się, że cały swój majątek (powiedzmy - przestronne mieszkanie) darowała swojej ciotce. "To koniec" - myślicie. Niekoniecznie...                                      

Zgodnie z ogólną zasadą dłużnik odpowiada za swoje zobowiązania całym swoim majątkiem. Ponieważ de facto ta odpowiedzialność ogranicza się w praktyce tylko do majątku istniejącego w chwili żądania zaspokojenia przez wierzyciela i ponieważ zaciągnięcie zobowiązania przez dłużnika nie powoduje ograniczenia możliwości rozporządzania przez niego swoim majątkiem, wierzyciel ponosi ryzyko, iż wskutek nielojalnego zachowania dłużnika wyzbędzie się on w znacznej mierze swojego majątku na rzecz osoby trzeciej. Wierzyciel zatem nie będzie mógł się w całości zaspokoić. W takich właśnie sytuacjach może mieć zastosowanie instytucja zwana skargą pauliańską (z prawa rzymskiego - actio Pauliana).                  

Actio Pauliana przełamuje ogólną zasadę, zgodnie z którą stronami stosunku zobowiązaniowego są wierzyciel i dłużnik. Jest to instytucja chroniąca interes wierzyciela w przypadku, gdy dłużnik wyzbywa się swojego majątku na rzecz osoby trzeciej. Uwzględnienie roszczenia pauliańskiego prowadzi do orzeczenia względnej bezskuteczności czynności prawnej dokonywanej przez dłużnika z pokrzywdzeniem wierzyciela. Czynność taka jest ważna, ale nie wywołuje skutku wobec wierzyciela. Powoduje to, iż możliwe staje się prowadzenie egzekucji z przedmiotów majątkowych dłużnika, które z jego majątku wyszły albo do niego nie weszły. Należy zastrzec, że odpowiedzialność osoby trzeciej jest ograniczona do wartości majątku, który przysporzył jej dłużnik. Jednakże, gdyby przedmiotów majątkowych uzyskanych od dłużnika nie dało się wyodrębnić z majątku osoby trzeciej, wówczas można przyjąć, iż wierzyciel może prowadzić egzekucję z całego majątku osoby trzeciej.

Co ważne, jeśli wierzyciel korzysta ze skargi pauliańskiej, nie musi udowadniać, że wierzytelność istniała w chwili zawarcia zaskarżonej umowy, że jest ona wymagalna, czy że jest stwierdzona tytułem egzekucyjnym. Powództwo bądź też zarzut procesowy kierowany jest przeciwko osobie trzeciej, która uzyskała korzyść majątkową lub też została zwolniona z obowiązku.                                                                     

Reasumując, możecie zwrócić się bezpośrednio do owej ciotki o zwrot pożyczki. W praktyce będzie to oznaczało prowadzenie egzekucji z tej nieruchomości (mieszkania) i tylko z tej nieruchomości, jako że jest to właśnie ten przedmiot majątkowy, który wyszedł z majątku waszego dłużnika. Krótko mówiąc - z pozostałego majątku ciotki nie możecie się zaspokoić.



wtorek, 6 listopada 2012

Zdarzył nam się Jerzyk...

Gwoli ścisłości, dla tych, którzy nie interesują się tak sportem: Jerzy Janowicz, niespełna 22-letni tenisista z Łodzi, do tej pory 69. w rankingu ATP, dotarł w ubiegłym tygodniu do finału turnieju ATP z serii Masters 1000 w Paryżu (w którym musiał uznać wyższość Hiszpana Davida Ferrera). Zauroczył, zachwycił, zaczarował swoją grą - opartą nie tylko na atomowym serwisie (Jerzyk ma przecież ponad 2 m wzrostu), ale także m.in. na delikatnych wrzutkach piłki za siatkę - dropszotach. Pokonał kilku tenisistów z pierwszej 20 rankingu, w tym Andy'ego Murraya, aktualnego mistrza olimpijskiego i tegorocznego triumfatora turnieju wielkoszlemowego US Open. Jerzy Janowicz awansował tym samym na 26 miejsce w rankingu... To kolejna postać w tenisie - po Agnieszce Radwańskiej - która ożywiła u nas ten elitarny przecież sport.

Zdarzył nam się więc Jerzyk. A właściwie dopiero zdarza. Już zahipnotyzował wielu z nas, ale należy przestrzec przed zbytnim pompowaniem balona sukcesu. Na razie to tylko jeden turniej. Poczekajmy na przyszły rok, kiedy to w wielu meczach Jerzy będzie musiał odnaleźć się w roli faworyta. Osobiście trzymam kciuki, a niespożyta energia, ambicja i pewna buntowniczość na korcie tego młodzieńca (brak respektu przed starymi wyjadaczami) każą wierzyć, że będzie dobrze.

Nie zmienia to faktu, że jesteśmy wciąż głodni sukcesów. Pierwsze sukcesy Adama Małysza i zaczęło się.... Konkursy w Zakopanem, szał radości, małyszomania. Wyskoczył jak gdyby z niebytu, trochę jak filip (Adam) z konopi. Nie ukrywajmy, że wielka była w tym zasługa jego talentu, można powiedzieć, że talent się obronił. Szkolenie młodych w tamtym czasie leżało i kwiczało. Podobnie było z Justyną Kowalczyk. Ona i dalej wielka przepaść. 

Ten głód sukcesów jest czasem tak wielki, że niektórym ciężko zaakceptować porażki. Kiedy Adam Małysz wpadał w dołki w swojej karierze sportowej (np. mistrzostwa świata w Obersdorfie w 2005 r., igrzyska w Turynie rok później), odsyłano go już na emeryturę. Na dachy. Nie paryskie, ale te nasze, znad Wisły i w Wiśle. Oczywiste wydaje się bowiem stwierdzenie, że są kibice nie tylko wierni, ale także i niedzielni. Kibice sukcesu, nie zawodnika. W tym miejscu pomijam naturalnie kiboli (nie mylić z kiblami!) rodem z piłkarskiego półświatka.

Radwańską zmieszano z błotem po igrzyskach w Londynie, kiedy to odpadła w pierwszej rundzie. Zarzucano jej brak walki, zniechęcenie, niemrawość. Czy przegranie meczu w 3 setach (w kobiecym tenisie gra się do dwóch wygranych setów) to brak woli zwycięstwa? Można łatwo wytłumaczyć zachowanie kibiców w stosunku do Agnieszki. Balon tryumfu został do maksimum nadmuchany po osiągniętym przez naszą tenisistkę sukcesie na kortach Wimbledonu, kiedy to wszyscy zachłysnęli się jej pierwszym wielkoszlemowym finałem. I natychmiast zaczęły się spekulacje co do koloru medalu, jaki zdobędzie.

Pozwolę sobie stwierdzić, że sukcesy naszych sportowców leczą nas po trosze z narodowych kompleksów. Ile to razy marzymy, aby nasi bili "Rusków" i "Szwabów". Lata wojny, a potem czasy PRL zrobiły swoje. Zwycięstwa niektórych są niezapomniane, tak jak ich postawa - choćby słynny gest Kozakiewicza. Innym razem rzucamy śnieżkami w Niemca, bo ośmielił się brzydko okazywać radość po wygranej (tak było ze Svenem Hannavaldem). Za każdym razem chcemy się odkuć. Pokazać, że Polak też potrafi. I to nie tylko pięknie walczyć, ale także wygrywać.

A oni potrafią. Tak potrafił Małysz, potrafi Radwańska, Kowalczyk. I myślę, że będzie potrafił także Janowicz. Dopóki walczą, są zwycięzcami. Odnoszą sukcesy!