Kolejny poniedziałek 3 grudnia z kolejnym numerem "Uważam Rze"? Otóż już niestety nie. Kura znosząca złote jajka została unicestwiona. Nawet jeśli, delikatnie mówiąc, Grzegorz Hajdarowicz, wydawca, nie był sympatykiem byłej już niestety redakcji - przypominam, iż to dobry kolega Pawła Grasia, rzecznika rządu - to wszelkie prawa biznesu wskazują, że liczy się to, co przynosi zysk. Jak do tej pory "Uważam Rze" cieszyło się bardzo dużą sympatią i uznaniem czytelników, było jednym z największych opiniotwórczych tygodników. Tak było.
Pan Hajdarowicz zwolnił jednak Pawła Lisickiego, redaktora URze. Powód? Zapewne było ich kilka, jednak na pierwszy plan wysuwa się postać Cezarego Gmyza, do niedawna jeszcze dziennikarza "Rzeczpospolitej". On również stracił pracę, po tym jak napisał o odkrytym na próbkach tupolewa trotylu. Wydawca URze i Rzepy nie chciał, aby Lisicki publikował teksty Gmyza w "Uważam Rze". I tu spotkał się z odmową. Nie potrafił jednak, czy też nie chciał pojąć, że ludzie czytają gazety nie dla samego tytułu, lecz dla nazwisk, dla ludzi, którzy do nich piszą. Dla poglądów, które są tam prezentowane. Dla postaw dziennikarzy, dla wartości, które wyznają, dla szeroko pojętej solidarności. I wreszcie - posłużę się hasłem z "Uważam Rze" - tego, że bez względu na wszystko są niepokorni i że wierzą samym sobie, że gotowi są iść wyprostowani wśród tych co na kolanach wśród odwróconych plecami i obalonych w proch, jak pisał Zbigniew Herbert w Przesłaniu Pana Cogito.
Ekipa, która stworzyła URze, z całą pewnością jest prawdziwie niepokorna. Odeszła razem z Pawłem Lisickim, bo już wcześniej zapowiadała, że uczyni to, gdy tylko straci tę wolność wypowiedzi, gdy tylko wydawca będzie próbował temperować publicystyczne opinie, narzucać inne poglądy, to, co mają pisać, kogo lub co publikować. O tak, honor i solidarność to dziś cechy rzadkie, białe kruki, które trudno złapać, a jeszcze trudniej oswoić i utrzymać przy sobie, niezależnie od tego, co się wokół dzieje.
Odeszli, a marka pozostała. Dodajmy, że wyrobiona. Nie mam jednak złudzeń, że utrzyma grono czytelników. Akcje na Facebooku pokazały, że oni też są wierni "swoim" publicystom, że gdzie skarb nasz, tam i serce nasze. Masowa akcja "odlubiania" fanpage'u URze udowadnia, że już się zaczęło. Dlatego też wierzę, że Lisickiemu, Wildsteinowi, Ziemkiewiczowi, Zarembie i innym uda się stworzyć nowy, naprawdę niezależny projekt. I że, jak uprzednio URze, przyciągnie wielu spragnionych rzetelnych informacji czytelników. W tym oczywiście mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz